2 kwi 2014

Żywność molekularna




Zdecydowanie jest to coś, co mnie intryguje. Do tej pory nie miałam sposobności jej spróbować, ale obiecuję sobie, ze to kwestia czasu. Może nie dziś, nie jutro…, ale na pewno wybiorę się kiedyś do restauracji, gdzie ją serwują.
Choć w Polsce jest ich mniej niż na rękach jednej ręki, dania są koszmarnie drogie i na miejsce czekać trzeba parę miesięcy. Dodatkowo to kucharz wybiera, co nam poda i zapomnieć należy o jakimkolwiek menu.


Czy warto, zatem spróbować tych małych drobinek żywności, które w żaden sposób nie przedstawiają naturalnych dań? Mam nadzieje, że tak. Koneserów zachwycają strukturą i smakiem. Na korzyść ich przemawia również to, że są zdrowe. W celu przygotowania ich wykorzystane są naturalne surowce poddane technice zamrażania ciekłym azotem lub zagęszczane algami. Nie używa się chemii. Kuchnia ta nie zna spulchniaczy, przeciwutleniaczy, barwników.
Zaskakują też smakiem. Niepozorne drobinki, przypominające kawior kryć mogą w sobie smak truskawek w czekoladzie lub jajecznicy z bekonem. Oczy stanowią element, który zdecydowanie może nas zawieść w tej kuchni. Jednak podniebienie ma nam zrekompensować brak wyszukanych form.
I szkoda jedynie, że kuchnia ta nigdy nie zostanie przeniesiona do warunków domowych. A może to jej największa zaleta?







6 komentarzy:

  1. aż mi ślinka leci :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy nie słyszałam o takiej żywności :O

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogłabym iść do takiej restauracji, bo lubię mieć wybór :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam kiedyś o tym. Niesamowita rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znajomi byli na takiej kolacji i podobno rewelacja (choć specjalnie sie nie najedli) Warto pójść i spotkać coś innego niż wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. W każdym razie pobudzają wyobraźnię (:

    OdpowiedzUsuń